Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
haber
Nie jest historyczne, za to kulturowe - czemu nie? To naprawdę proste: studenci pierwszego roku UAMu gadają z "wiarą" o "śmikach" i "sznekach", kończąc tradycyjnym "tej!". Na UG rządzi chyba kaszubskość. W Toruniu - antybydgoskość i umiłowanie żużla, głębiej - nawiązanie do kresowych korzeni uniwersytetu. Te wszystkie miasta są jakieś, mają charakter. Ludność napływowa może czerpać z jakiegoś dorobku kulturalnego. Zwłaszcza Krakowowi, za którym nie przepadam, nie można odmówić charakteru.
Warszawa pod tym względem się rozmyła. Historia sprawiła, że nie ma do czego się odwoływać, bo na co dzień nie spotyka się Warszawiaków od 4 pokoleń, nie chodzi się ulicami, którymi chadzał Piłsudski - wszystko jest inne. Kultura Warszawy, tak jak jej zabudowa, to dorobek ludności napływowej, konglomeratu ludzi oderwanych od swoich korzeni i środowiska. Nie stanowi ciągłości z Warszawą przedwojenną.

W efekcie otrzymujemy rzeszę ludzi, kłócącą się o prawo identyfikacji z miastem, którego największym namacalnym wkładem w kulturę kraju jest fabryka FSO. Ta rzesza w dodatku próbuje nas przekonać, że identyfikacja z tym konkretnym miastem jest powodem do dumy i poczucia wyższości. Że to centrum i właściwie jedyna część tego kraju, o której warto rozmawiać. A nam - prowincjuszom, takie zachowane kojarzy się jedynie z inżynierem Mamoniem :)
Na zakończenie pytanie-zagadka: ile procent ludzi w Warszawie chadza do teatru opery czy filharmonii? O ile wyższe jest czytelnictwo w porównaniu z np. Sosnowcem czy Bełchatowem? Jest się tak naprawdę chwalić w związku z warszawskością? Udowodnijcie, bo na słowo to już dawno nie wierzymy :D
Reposted bypilkunnussijapowidlo

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl